POMOC RODZINNA

Ankiety takie i studia nad zdrowotnością ludności wykazują, do jakiego stopnia choroby i upadek sił uzależniają starców od ich rodzin, pomocy sąsiedzkiej, wreszcie od państwa. Wprawdzie problem opieki nad starcami nie jest nowy, ale rozwój struktury społecznej, wzrost liczby ludzi starych, zmusza dziś wszystkie kraje do rozpatrywania tego problemu pod innym kątem. .

We wczesnych układach społecznych, a na wsi nawet znaczi- nie dłużej, podstawową komórką była rodzina. Choć poszczególne rodziny łączyły się nieraz dla pomocy np. przy robotach rolnych, jednak zazwyczaj takie zbiorowości żyły dość zamknięte, ich członkowie prowadzili życie mało zróżnicowane, a ludzie starsi i bardziej doświadczeni cieszyli się zasłużonym autorytetem. Grupa rodzinna tego typu pracowała wspólnie, starzy i młodzi, każdy według swoich możliwości. W takiej zbiorowości nie istniały problemy domu starców czy podziału odpowiedzialności.

Nadejście wieku uprzemysłowienia i urbanizacji zmieniło oblicze tych zbiorowości, rozbijając zarówno ich spoistość terytorialną, jak i jednolity tryb życia, kulturę. Między innymi rozpraszanie się rodziny osłabiło autorytet rodzicielski i zaakcentowało indywidualność poszczególnych jej członków, sprzyjało też większemu zróżnicowaniu stanu materialnego. W tych warunkacli budziło się u jednostki uczucie samotności, niepewności, wrażenie, że jest niepotrzebna lub uzależniona od innych. Ze szczególną siłą odczuli to ludzie starzy, niezdolni do pracy. Myliłby się oczywiście ten, kto by przypuszczał, że przeżycia te, tak częste u starców, są czymś nowym, że nie istniały w rodzinie patriarchalnej prawda jest taka, że roz wój struktury socjalnej osłabił więź rodzinną i zaakcentował dużo silniej te trudności.

Dzisiaj, w okresie wzmożonej urbanizacji, współżycie dwóch generacji, a zwykle trzech – jest rze- [ czywiście bardzo trudne. Dwa do- ‚ rosłe pokolenia rzadko kiedy potrafią i mogą żyć w zgodzie w tym samym gospodarstwie. A jeśli żyć muszą, nieraz jest to z czyjąś krzywdą. Czasem babka za darmo haruje ponad siły i jest podporządkowana pani domu, schodząc do roli bezpłatnej służącej, kiedy indziej młoda pani domu jest odsuwana od wszystkiego, bo rządzi teściowa, bez której, gdy są małe dzieci – trudno się obejść. Nasuwa się więc oczywisty wniosek, że drogi dwóch pokoleń dorosłych ludzi powinny się rozchodzić. Dzieci powinny opuszczać dom, i żyć osobno i zakładać nowe gniazda, co – rzecz jasna – nie oznacza tracenia kontaktu. Rozwiązanie takie jest szczególnie właściwe, gdy osoba starsza nie jest samotna. Ciężar samotności może pomniejszyć również wchodzenie w związki małżeń- -skie w późnym wieku. Dwoje starych ludzi wspierając się i pomagając sobie nawzajem, może być szczęśliwych w przyjaźni, byleby ich charaktery i usposobienia były pogodne i miłe. Takim parom może być o wiele lepiej ze sobą niż z dziećmi.

Leave a Reply