NERWY, NERWY… CZ. II

Kiedy amerykańskiego gerontologa, pracującego nad zagadnieniami starości już ponad 25 lat, dr Edwarda J. Stieglitza zapytano, co sądzi o napięciu nerwowym, odpowiedział, że obecnie jest to bardzo modne zagadnienie że jest wprost szat na środki uspokajające ale – jego zdaniem – pewien stopień niepokoju jest ceną, jaką się płaci za to, że się jest istotą rozumną. – „Jestem nerwowy” – skarży się pacjent. – „Cieszę się – odpowiada dr Stieglitz – bo to znaczy, że pan żyje”. „Spokój i pobłażanie sobie są dzisiaj w zbytniej cenie. Jeśli ktoś uznaje świadomie margines niepewności, napięcie nerwowe nie niszczy go”.

A właśnie z tymi nerwami największy kłopot. Bo podczas gdy naszych około 30 bilionów komórek ciała wciąż się odradza, regeneruje, to nasze 14 miliardów komórek nerwowych, ukształtowanych ostatecznie około trzeciego roku życia, już się (podobno wg niektórych uczonych) omal nie zmienia są nam dane dożywotnio.

Jeszcze będą rozrastały się i rozwijały, lecz nic nie potrafi ich zastąpić. Stąd tak ogromnie trudne jest leczenie chorób polegających na porażeniu lub uszkodzeniu systemu nerwowego, np. choroby Heinego-Medina, czyli paraliżu dziecięcego, lub tężca itp. Tak więc układu nerwowego nie można odmłodzić, w sensie odnowienia, ale można go i należy ochraniać, a także ćwiczyć i utrzymywać w sprawności.

Leave a Reply