MADAME DE SEYIGNfi I MARLENA DIETRICH

Kto zetknął się z historią lub kulturą Francji, nie mógł nie słyszeć o markizie de Sevigne, najbardziej uroczej i dystyngowanej damie XVII wieku, której umysł do tej pory podziwiamy w jej Listach pisanych do córki, księżniczki de Grignan.

NI non de LencEoś pisała: „Nie przestaję robić ciągłych postrzeżeń, obliczam się i widzę zawsze zbyt twarde życia warunki. Jestem, zdaje się, wbrew własnej woli popchnięta ku nieszczęsnej mecie, gdzie cierpieć muszę przez starość nawet widzę już ją przed sobą przynajmniej, chciałabym tak pokierować, by nie postępowała dalej lub bym mogła ominąć tę drogę niemocy, boleści, utraty pamięci i oszpecenia, gotowych najzupełniej mnie upośledzić a tymczasem słyszę głos przerażający: idź dalej pomimo woli twojej, a jeśli nie chcesz, to umrzyj. Oto druga ostateczność, przed którą natura się wzdryga”.

Ileż bólu, goryczy, rozpaczy i rezygnacji w tych słowach kobiety, która już czuje się stara, ale tak boi się dalszych następstw starości, że rozmyśla, czy śmierć nie byłaby, lepsza. Nie wiem, co obecnie myśli współczesna sławna gwiazda filmowa, Marlena Dietrich. Jest tylko o 5 lat młodsza od pani de Sevigné w porównaniu z okresem, gdy pisała ona rozpaczliwe listy, przepełnione lękiem przed starością i rezygnacją z życia. Ale dobrze wiemy, co o Marlenie Dietrich myślą, mówią i piszą ci, którzy ją mogą widzieć. Ta 58-letnia (w 1961 r.) kobieta czatuje i porywa tłumy. „Marlena Dietrich – pisał jeden z recenzentów w r. 1959 – wystąpiła po raz pierwszy w Paryżu jako pieśniarka na estradzie wielkiego mu sic hallu „Etoile” w godzinnym recitalu. Marlena Dietrich ma 56 lat. Konfrontacje wrażeń z przeszłością bywają ryzykowne. Różne weteranki musichallu budzą dziś podziw kulturą głosu i interpretacji, ale jako… weteranki. Tak jest z Józefiną Baker, która zresztą od pół roku ciągle bez przerwy ma olbrzymie powodzenie w paryskiej „Olympii”. Tak jest z Lucienne Boyer, której córka Jacqueline wystąpiła jako debiutantka właśnie w tym samym programie co Marlena Dietrich, nie odnosząc zresztą specjalnego sukcesu.

Z Marleną jest inaczej. Tu naprawdę czas się zatrzymał. To naprawdę jest zdumiewające. Kiedy wchodzi na scenę swym leniwym, lekko kołyszącym się krokiem, to jest naprawdę dawna Marlena Dietrich. W obcisłej jak kostium kąpielowy, mieniącej się dżetami sukni z ogromnym, niebezpiecznym dekoltem jest chyba zgrabniejsza niż dawniej… Co to będzie – powiedzmy – za 50 lat? Nie, nie z Marleną, ale właśnie z nami? Przecież gerontología – to jedna z najmłodszych obecnie nauk!

Leave a Reply