Liczba ludzi starych wciąż wzrasta i będzie wzrastać

Ludzie starzy nieraz sami skazują się na kalectwo, niedołęstwo, inwalidztwo i wreszcie na śmierć, nie podejmując leczenia lub lecząc się nie tak intensywnie, jak by należało. Np. Stany Zjednoczone mają ponad 23 miliony osób dotknię- tych chorobami chronicznymi lub kalectwem. Wliczono w tę liczbę m. in. chorych na serce, na cukrzycę, głuchych, niewidomych, więcej niż milion osób po amputacjach i około miliona z porażeniami jednej połowy ciała (hemiplegia). Oto co mówi amerykański lekarz H. A. Rusk: – „Jeśli nie poprawimy naszej akcji ratowania zdrowia ludzi starych, to w 1980 r. w Ameryce na każdego aktywnego pracownika będzie przypadał jeden niedołężny starzec.” A ileż chorych starych ludzi jest w innych krajach?

Takie dane statystyczne’rzucają tylko wąski promyk światła na część tego obszernego problemu. Istnieją przecież poza niechęcią do leczenia tak ważne przyczyny, jak względy ekonomiczne. Długie leczenie i przywracanie zdrowia kalekom i znie- dołężniałym starcom jest zwykle bardzo kosztowne. A w większości krajów kapitalistycznych musi być pokrywane z kieszeni pacjenta.

Na międzynarodowych kongresach gerontologów podkreślano, że zagadnienie to nie jest sprawą prywatną. Liczba ludzi starych wciąż wzrasta i będzie wzrastać. Jaka zaś będzie ta starość – aktywna czy niedołężna – to już w skali państwowej przestaje być sprawą prywatną.

Trzeba oczywiście żądać od ludzi większej troski o własne zdrowie, pamiętać o przyszłości, przygotowywać się do zdrowej starości. Tak żądać trzeba, ale – cóż z tego? A jeśli nie usłuchają? Jeśli palą, piją, jedzą zbyt wiele i nieracjonalnie, prowadzą tryb życia rujnujący zdrowie i układ nerwowy… to co? Czy są możliwości i… sankcje, aby im tego zakazać?

Tak więc nie pozostaje nic innego jak przywracać zdrowie ludziom starym. I… ostatecznie, od czegóż jest medycyna? Chory powinien być leczony, nawet w najpóźniejszym wieku. Doświadczenia belgijskie są tego dowodem.

Leave a Reply