Kuracja dr Jacksona – kontynuacja

Doktor skończył z rozpieszczaniem siebie. Spał latem i zimą w nieogrzewanym pokoju, przy otwartych oknach, nagi (bez koszuli czy pidżamy), ale za to chroniony przed przeciągami i dobrze przykryty. Rankiem, po obudzeniu się, odrzucał kołdrę i już w łóżku rozpoczynał na leżąco gimnastykę poranną, która trwała około io minut. Ćwiczył głównie mięśnie nóg i brzucha (zginął zupełnie!), a korzyść dodatkowa to – spalenie w organizmie resztek pokarmowych, gdyż na tę gimnastykę szło przecież sporo kalorii. Następnie udawał się do łazienki.

Po wypiciu j szklanek wody zimnej lub gorącej i po kąpieli nowa porcja gimnastyki przed otwartym oknem. Pan doktor w lecie chodził bardzo lekko ubrany, zgodnie z obyczajami, w zimie zaś bez cieplej bielizny, bez kamizelki i bez palta. (Może tam nie ma takich mrozów jak nieraz u nas? Ale fakt faktem, że zazwyczaj ubieramy się za ciepło i niehigienicznie.) A więc w stroju pozwalającym na swobodne funkcjonowanie skóry – ten starszy 50-letni pan codziennie, systematycznie, niezależnie od pogody robił przez dalsze 32 lata życia szesnastokilometrowy spacer szybkim, raźnym krokiem, który zmuszał go do głębokiego oddychania. Dr Jackson-lekarz mówił o dr Jacksonie-pacjencie, że wraca ze spaceru i zaczyna pracę: „czysty wewnętrznie i zewnętrznie”.

Leave a Reply