DOMY STARCÓW – POSTĘP JEST OGROMNY CZ. II

Ciekawie wygląda statystyka spraw o alimenty, wniesionych przez rodziców przeciwko dzieciom. Spraw tych wpłynęło w Warszawierw 1959 r. kilkadziesiąt. Wśród nich nie było ani jednej, w której by jedyne dziecko nie chciało łożyć na utrzymanie starych, niezdolnych do pracy rodziców. Z reguły są to sprawy wynikłe ze sporów między rodzeństwem, które chce sprawiedliwego podziału alimentów pomiędzy braćmi i siostrami, albo też koszty utrzymania jedno przerzuca na drugie.

Wspomniana Uchwała podaje, że pensjonariuszami w zakładzie pomocy społecznej mogą być mężczyźni od 65 lat, a kobiety od 60 roku życia poza tym osoby trwale niezdolne do pracy, nie posiadające żadnych środków do życia oraz nie mające członków rodziny zobowiązanych do alimentacji. Dzięki takiemu postawieniu sprawy, a także – jak już pisałam – przy stałym wzroście liczby miejsc w domach starców i w zakładach opieki społecznej – praktycznie biorąc coraz więcej starych i steranych życiem ludzi znajduje dach nad głową oraz „wikt i opierunek”. Nikt nie musi tułać się, głodować, żebrać itd. (W Polsce żebractwo już właściwie nie istnieje.)

Rzecz jasna, że w domach rencistów czy zakładach opieki społecznej bardzo wiele rzeczy można by jeszcze poprawiać. Ale – sądząc po rozmowach z pensjonariuszami tych domów – musi się stwierdzić, że nie tyle domagają się luksusu czy komfortu – co po prostu – dobrej, przyjemnej atmosfery i… serca. Nawet w najskromniej urządzonym domu czują się oni dobrze, jeśli personel jest życzliwy i serdeczny starają się o przeniesienie, uciekają, gdy spotykają się z oziębłością, oschłością, a nieraz i krzywdą.

Leave a Reply